niedziela, 18 sierpnia 2013

Egypt

Siema!

Po pierwsze notka jest pisana w częściach - jednego dnia napisałam trochę, drugiego trochę.
Jak to bywa w życiu wszystko się zmienia, czas leci do przodu, więc pewne informacje mogą być nieaktualne,
ale chcę opubliukować to co miałam w głowie jakieś 3 tygodnie temu.

Rzeczy, które są napisane kolorem czarnym to są informacje, które dzisiaj ( 18.08.2013r. ) dopisałam do notki :)

Enjoy!



Myślałam, że jestem mocniejszą osobą, że jestem silna.
Jednak nie.
W dzień wylotu łzy musiały popłynąć, mimo że wyjazd jest na niecałe 3 miesiące, że to chwila.
Jednak wiem, co będzie po tych 3 miesiącach, że wylecę na rok.
i w ten sposób z dniem 27.06.2013r zaczęła się moja podróż życia.
Teoretycznie na 15 miesięcy, w praktyce zobaczymy - czy dłużej, a może jednak krócej.
15 miesięcy - ktoś to potrafi zrozumieć?!
15 miesięcy - 450 dni
15 miesięcy poza domem.
ta...
Na dzień dziejszy mój plan wygląda tak:
12 IX - lądowanie w Krakowie
13 IX - wizyta w ambasadzie USA, przejazd do Wrocławia
tydzień we Wrocławiu
22IX - przejazd do Berlina,
23IX - wylot do USA


29.07.2013r

I can not believe it!
One month...
Miesiąc!
Miesiąc w szalonym Egipcie.
Ten czas w ch*j szybko leci..
Tyle się działo, że aż nie wiadomo od czego zacząć, co nie Sharon?

W dużym skrócie to...
Egipcianie nieogarniają słowa PUNKTUALNOŚĆ NEVER!
10 minut = 60 minut

Jak byłam turystką w Egipcie to wszyscy mówili " one egyptian minute"
- nigdy nie wiedziałam co to znaczy, teraz już wiem!
Jedna minuta to 10 minut a czasem 15 a i może 2 godziny!

Po drugie!
Nigdy nie wsiadajcie do pierwszych drzwi w taksówce
Wszyscy mi to mówili jak tu przyjechałam, ale musiałam sama sprawdzić, że naprawdę nie warto -,-

Miałam tego nie pisać, ale myślę, że już się z tym tak oswoiłam, że mogę napisać.
Jak już napisałam wszyscy mi mówili, żeby nie wsiadać do pierwszych drzwi w taksówce...
Było późno, jako że mój hotel jest na odludziu nie mogłam złapać busa, mało ludzi na ulicy, pustka.
A za taksówke to wiadomo nikt nie chce płacić.

Stałam sama na ulicy po 24:00, taksówki podjeżdżały - za darmo, za darmo zawiozę bla bla
Ja oczywiście NIE

W końcu jeden facet powiedział, że i tak jedzie w tą stronę gdzie ja chcę dotrzeć, więc nie ma problemu i mnie weźmie.

Wsiadłam do drugich drzwi po 5 minutach jazdy i rozmowy facet mówi
" Chodź do przodu, to nie jest ładnie w kulturze arabskiej kiedy siedzisz z tyłu  BLA BLA BLA"
no i przesiadłam się. Błąd życia, no dobra, nie życia, ale tych  wakacji :x
Miałam się spotkać z Sharon, więc zaczęłam dzwonić do niej, torebka otwarta, rzeczy rozwalone i zaczęło się.

Macanki, cacanki bla bla, próba wyrawania telefonu, macanki macanki bla bla
Próbowałam wykręcić mu rękę, wyciągnąć kluczyki z auta, na nic.
W końcu wyrwałąm swój telefon, wzięłam swoją torebkę, otworzyłam drzwi i wyleciałam na środek ulicy poczac jazdy!

Całe szczęście, że żaden samochód nie jechał za nami!
Noga, stopa rozwalona.
Nie mogłam zginać nogi przez jakiś tydzień, jak to mój kolega nazwał moja rana na kolanie wyglądała jak kora na drzewie - dosłowanie, a na stopie - też nieciekawie, było ciężko chodzić w adidasach.


Oczywiście nikomu nie powiedziałam prawdy " ooo biegłam, biegłam i upadłam na ulicy"
ale wiem, że nikt mi nie wierzył - kilka dni temu powiedziałam prawdę ( to wydarzenie było z 3-4 tygodnie temu)

a do tego nasza crazy doctor jest naptrawdę crazy!
Poszłam do lekarza i zdezynfekowała mi ranę, hm... raczej polała ten swój płyn na WATĘ!
po czym  częstki waty zostały mi na ranie o czym się zorientowałam po tygodniu dlatego moja rana nie mogła się zagoić.

Fuuuuuuj fuuuuuuj

W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce i sama zaopiekowałam się swoją raną.

Wybaczcie, że to piszę, ale to było jedno z większych wydarzeń tutaj w Egipcie.


Tutaj trzeba być stanowczym i silnym, tak jak przy targowaniu tak wszędzie.

Kolejna sprawa to....
Jak byłam w Polsce nie kłamałam, nie miałam aż tyle tajemnic co tutaj!

Tutaj od razu musiałam założyć hasło a to na komputer a to na TELEFON (!) i może to dziwnie zabrzmi, że "muszę", ale naprawdę często jestem postawiona pod murem i muszę kłamać...

Mój team animatorów okazał się...
Hm... Słaby, że tak powiem.
Każdy próbuje wyruchać każdego, każdy patrzy na swoją dupę i jeszcze na złośc robi drugiemu...

Zmiana - Po czasie, jak już poznałam mój cały team, jacy oni są to... SĄ ŚWIETNI!
Mam z nimi naprawdę super czas i dużo śmiechu i naprawdę będę za nimi tęsknić :<


Mamy szefa szefów - nazwaliśmy go Panem Mariuszem  i szefa Animatorów, czyli Nowak.

Nowak - czyli ten z którym pracujemy na codzień okazał się chory psychicznie i to tak poważnie...
Potrafi się dopieprzyć do najmniejszego szczegółu a czasem nawet do niczego.
Czyli za krzywo obcięty paznokieć lub odstający włos...
Z nim praca jest ciężka, strasująca, właściwie jest bardzo trudno uśmiechać się do gości podczas pracy z nim - poważnie...

Natomiast Mariusz - w życiu, prywatnie to kawał bydlaka, ale praca z nim to cud i miód, żarty, wspólne toasty, jeszcze raz żarty, ale wiaodmo z głową, bo to praca przecież.


Co do mnie...
Po 2 tygodniach tutaj już nie dawałam rady psychicznie...
Z animatorami miałam gorszy kontakt niż 'normalny'
a jako że dla mnie ludzie, znajomi są mega ważni to byłam bardzo podłamana.
Tęsknota dała się we znaki, ale skype jak to skype potrafi działać cuda!

Teraz w teamie jest okej, do tego przyjechały ( też przeze mnie ) dwie dziewczyny z Polski i się zakumplowałyśmy, więc nie jestem sama.

Znam całkiem sporo ludzi tutaj - w Hurghadzie, więc nie mogę się nudzić nigdy :)

( Wczoraj niemka - animatorka nawet powiedziała, że to dziwne, że znam tak dużo ludzi w Hurghadzie a jestem tutaj tak krótko ^^ )

Niedawno nawet poszłam w miasto i przechodziłam obok hotelu w którym byłam 2 lata temu jako turystka
i nagle słyszę " I know you! I know your face!"
Odwracam się a tam ZIOMEK ( nie pamiętam imienia :P ),
którego poznałam dwa lata temu, który pracował tuż przy moim hotelu, więc widzieliśmy się kilka razy dziennie!
Nie mogłam uwierzyć, że pamięta moją twarz - przecież on spotyka tyyyyyle turystów, tyyyle ludzi!
He made my day!

Niektórzy się dziwią jak dziewczyny na youtube nagrywają filmiki i wtrącają angielskie słówka, ja zawsze mówiłam że to normalne no i teraz jeszcze bardziej potwierdzam, że to normalne :D
Sharon myślę, ze też potwierdzi :D
Nawet miałyśmy w pyte zabawną sytuację
" Sharon, Masz jej number?"
śmiałyśmy się z tego bite 10 minut!
Po całym dniu pracy to nawet takie rzeczy rozśmieszają :D

ale poważnie... To zdarza się  miarę często, że zapominam polskich słówek, a czasami nawet coś lepiej brzmi po angielsku.

Wybaczcie, że ta notka trochę taka pokręcona - jeden temat zaraz drugi i to bez powiązania ;x

Tak więc kontytuując brak powiązania to...


Strasznie dużo niemców i jeszcze więcej rosjan - dla mnie to dobrze, przyjechałam tutaj z ZEROWYM rosyjskim a teraz to już trochę gaworzę po rosyjsku :)

Zaaaawsze to samo, kiedy podchodzę do gości i się pytam
 " Do you speak english?"
- No
To znaczy, że to człowiek z Rosji - ZAWSZE, HONESTLY!

Nieogarniam, czemu ludzie z tego wielkiego państwa nie mówią po angielsku, przyjeżdzają do Egiptu - EGIPTU, ARABSKIEGO KRAJU!
bez języka ;x kosmos!

W ciągu tego miesiąca spotkałam może hmmm... z 8 osób z Rosji  mówiących po angielsku, tylko wiadomo też że nie rozmawiałam z wszystkimi.

a nasze animatorki z niamiec i rosji mówią.......
Uwaga
Uwaga...
Najlepsze zdanie świata, zdanie tych wakacji....

I don't can
She don't can

How fu*king come?!
Jak można mówić I don't can ?!
Nieogarniam :D I ona uważa, żę dobrze mówi po angielsku - okej, zna dużo słówek, zna sporo słówek ale z gramatyką to się nie zaprzyjaźniła...

w przy zdaniu She don't can
popełnia dwa błędy :D
jak już to she DOESN'T a drugi błąd to w ogóle nie powinno być tam dont/doesnt ;x

i w ogóle mamy tu dziewczynę z Wielkiej Brytanis
to ona też mówi She DON'T
nie wiem czemu mówi błędnie, może bo jest tutaj 2 lata i po prostu, wszyscy arabowie mówią she DONT więc ona też już się przystosowała do nich :< smutne!

ale ja też... Ja też często muszę mówić She HAVE, bo niekażdy ogarnia HAS
Takie tu smutne :<


Teraz nawet plany co do mojej podróży się zimeniły

Możliwe, że przed Berlinem pojadę do Hamburga a jak nie to zostanę na kilka dni w Berlinie
Kurczę potrzebuję więcej czasu, tyle ludzi chce się ze mną spotkać i ja również z nimi, ale nie ma kiedy ;x


Na dziś to tyle :)

5 komentarzy:

  1. przebrnęłam przez wszystko i rzeczywiście ta sytuacja była groźna, ale mam nadzieję, że teraz jest już lepiej :))
    za 35 dni Au Pair! to jest powód do radości! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powód do radości? Nigdy nie wiesz :D

      Usuń
    2. póki co jutro wylatuję, więc na razie trzymam się tej optymistycznej wersji, a co będzie to się zobaczy :))

      Usuń
  2. Nie wiem o co chodzi z tym she don't u tej Brytyjki, ale nawet Ed Sheeran w piosence "The A Team" śpiewa: "And she don't want to go."

    OdpowiedzUsuń
  3. Klaudia " She don't want to" jest poprawnie :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
Podpiszesz się?:)